Piłkarze ŁKSu okrzyknięci Rycerzami Wiosny", po efektownej wygranej z Arką Gdynia do Poznania przyjechali z wielką ochotą na zdobycie kolejnych punktów. Choć jak większość ekip przyjeżdżających na Bułgarską łodzianie nie schowali się za podwójną gardą, to jednak głównie skupili się na defensywie. Większego wyboru zresztą nie mieli, bo lechici szybko przejęli inicjatywę i przez większość czasu prowadzili grę. W pierwszych minutach podopiecznym Franciszka Smudy ciężko było stworzyć sobie jakieś groźniejsze sytuacje, a Bogusław Wyparło najwięcej pracy miał po rzutach rożnych bitych przez poznaniaków. Z biegiem czasu akcje Kolejorza były jednak coraz groźniejsze. Najlepszą okazję miał w 21 minucie Robert Lewandowski. Po podaniu Jakuba Wilka napastnik Lecha znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości, ale pojedynek ten przegrał. Szyki trenerowi Grzegorzowi Wesołowskiemu w pierwszej połowie pokrzyżowała trochę kontuzja Piotra Świerczewskiego, którego musiał zmienić Paweł Drumlak. Lechici tymczasem dalej atakowali, i choć kilka razy w polu karnym ŁKSu robiło się gorąco, to przed przerwą Wyparło zachował czyste konto. Łodzianie atakowali zdecydowanie rzadziej niż poznaniacy, głównie starając się długimi piłkami uruchomić szukających sobie cały czas miejsca na połowie Lecha Adama Czerkasa i Rafała Kujawy. Właśnie drugi z tych zawodników w 42 minucie wypracował sobie miejsce do strzału z 16 metrów i posłał piłkę pod poprzeczkę bramki Kolejorza. Lech mógł odpowiedzieć natychmiast, ale potężne uderzenia Wilka dwa razy wybronił Wyparło.
Druga połowa zgodnie z przewidywaniami rozpoczęła się od ataków Kolejorza. Już w 48 minucie po strzale Semira Stilića piłkę do siatki dobił Lewandowski, ale sędzia odgwizdał w tej sytuacji spalonego. Piłkarzom Kolejorza jak mogli pomagali kibice, ogłuszający doping niósł się po trybunach, a kolejne akcje sunęły na bramkę ŁKSu. W 58 minucie po niebezpiecznym zagraniu Tomasza Hajty sędzia podyktował rzut wolny pośredni dla Lecha z 14 metrów, ale piłka po uderzeniu Lewandowskiego ugrzęzła w murze. Siłę ofensywną zespołu próbował zwiększyć zmianami Franciszek Smuda. Za Ivana Djurdjevića na boisku pojawił się Anderson Cueto. W 63 minucie z dosłownie kilku metrów strzelali Wilk i Lewandowski, ale jakimś cudem Wyparło za każdym razem odbijał piłkę. Chwilę później po uderzeniu głową Manuela Arboledy futbolówka przeleciała kilka centymetrów obok słupka. Nie minęło 30 sekund i ponownie groźnie strzelał Wilk. Na ostatnie 20 minut na boisko wszedł Rafał Murawski. Chwilę później Tomasz Bandrowskiego zmienił Zlatko Tanevski, co pozwoliło Arboledzie przesunąć się do formacji ofensywnej, gdzie Kolumbijczyk miał powalczyć o górne piłki. Końcówka spotkania to już huraganowe ataki Kolejorza, wiele doskonałych sytuacji i fantastyczne parady Wyparły, który ratował swój zespół w wydawałoby się beznadziejnych sytuacjach. Lech jak zwykle grał do ostatniego gwizdka i już w doliczonym czasie gry po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Bartosz Bosacki zachował najwięcej zimnej krwi w polu karnym i z kilku metrów wpakował piłkę do siatki. Na więcej nie starczyło już czasu i tym razem trzeba było zadowolić się jednym punktem.
Lech Poznań - ŁKS Łódź 1:1 (0:1)
Bramki: 90.Bosacki (Lech) - 43. Kujawa (ŁKS)
Żółte kartki: Radżius (ŁKS)
Sędziował: Mirosław Górecki (Katowice).
Widzów: 16.000
Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski - Marcin Kikut, Manuel Arboleda, Bartosz Bosacki, Ivan Djurdjević (61. Cueto Anderson) - Sławomir Peszko, Tomasz Bandrowski (77. Zlatko Tanevski), Semir Stilić, Dimitrije Injac (68. Rafał Murawski), Jakub Wilk - Robert Lewandowski.
ŁKS Łódź: Bogusław Wyparło - Nerijus Radżius, Robert Sierant, Tomasz Hajto, Tadas Papeckys - Jakub Biskup, Mladen Kascelan, Piotr Świerczewski (27. Paweł Drumlak), Marcin Smoliński - Rafał Kujawa (63. Dejan Ognjanović), Adam Czerkas.
Next matches
Friday
29.11 godz.20:30Friday
06.12 godz.20:30Recommended
Subscribe