Intensywny był początek zimowego zgrupowania w Belek. - Jeśli zawodnicy po pierwszym dniu nie byli zmęczeni, to znaczy, że wszyscy zrobiliśmy coś źle. My jako sztab, planując treningi i zawodnicy, którzy nie wykazali odpowiedniego zaangażowania - podkreśla trener przygotowania fizycznego dr Martin Mayer.
Sztab szkoleniowy Lecha pierwsze zajęcia podczas obozu zaplanował na wtorek. Tuż po przylocie do Turcji zawodnicy mieli czas na odpoczynek po blisko dwunastogodzinnej podróży. Taryfy ulgowej jednak nie było. Już pierwszego dnia piłkarze odbyli dwie jednostki treningowe. Popołudniowa była poprzedzona wizytą na siłowni.
- Przygotowując plan na zgrupowanie zastanawialiśmy się jak zacząć ten obóz. Pierwszy trening w Turcji nie odbywał się na dużej intensywności. Wieczorem było znacznie mocniej. To był też inny trening, który zaczęliśmy od siłowni. Chcemy wykorzystać czas spędzony w Turcji, by zaprocentował gdy zaczniemy mecze ligowe. Jestem zadowolony z pracy, którą wykonaliśmy we wtorek - zaznacza austriacki trener.
Piłkarze w Turcji spędzą jeszcze dziesięć dni. - Nie da się ukryć, że to bardzo ważny czas w trakcie zimowych przygotowań. Myślę jednak, że pierwszy również był bardzo istotny. W Poznaniu wykonaliśmy bardzo dobrą pracę. Zostały nam jeszcze niecałe cztery tygodnie przygotowań. Latem nie mieliśmy tyle czasu na treningi, bo pierwszy mecze zagraliśmy po dziesięciu dniach - zauważa dr Mayer.
Już podczas pierwszego dnia treningów Austriak zaprosił piłkarzy na siłownię, gdzie lechici mogli popracować nad swoją wytrzymałością i siłą. - Takie ćwiczenia są bardzo ważne. Pracowaliśmy w podobny sposób w Poznaniu. W trakcie obozu zaplanowaliśmy trzy wizyty na siłowni całą drużyną. Wielu zawodników trenuje jednak również indywidualnie. Jesteśmy w Turcji, by ciężko popracować. Chcemy dobrze wykorzystać każdy moment, który tu spędzimy - kończy szkoleniowiec.
Zapisz się do newslettera