Po zwycięstwach nad Śląskiem Wrocław i Górnikiem Zabrze drużynie poznańskiego Lecha pozostało zrobić ostatni krok w meczu z Cracovią by maraton trzech meczów u siebie w odstępie sześciu dni zakończyć z kompletem punktów.
- Do naszej gry można się wprawdzie jeszcze przyczepić, ale najważniejsze jest, że punktujemy. Odnieśliśmy ostatnio dwa zwycięstwa i na pewno to my jesteśmy faworytem jutrzejszego spotkania. Trudno by był nim ligowy outsider. Liczę, że nie zawiedziemy i wywalczymy upragnione dla nas dziewięć punktów w trzech meczach - uważa napastnik Lecha Poznań, Bartosz Ślusarski.
Cracovia na razie jest czerwoną latarnią ligi, ale w opinii wielu ekspertów zajmujących się T-Mobile Ekstraklasą krakowianie wcale nie są zespołem z najmniejszym potencjałem. Ich zdanie podziela także II trener Lecha Poznań, Jerzy Cyrak. - Mają w swoim zespole piłkarzy na bardzo dobrym poziomie jak Saidi Ntibazonkiza czy Aleksejs Visnakovs. To są zawodnicy o bardzo wysokich parametrach i na pewno Cracovia nie powinna być na samym końcu. W piłce jednak tak bywa, a my na pewno nie ułatwimy im wyjścia z kryzysu - dodaje Cyrak.
Lech musi jednak na Cracovię uważać. Poznaniacy na pewno są zespołem bardziej zaawansowanym technicznie, ale akurat ten atut na fatalnej murawie stadionu przy ulicy Bułgarskiej ciężko wyeksponować. - Na tym placu bardzo ciężko się gra i z Cracovią będzie tak samo. Na pewno nie możemy sobie już dopisywać trzech punktów. Musimy zagrać ambitnie i walecznie tak jak w ostatnich dwóch meczach i wtedy powinno być dobrze - twierdzi obrońca Lecha Poznań, Marcin Kikut, który w ostatnim meczu z Górnikiem zaliczył asystę przy bramce Rafała Murawskiego.
Pasy są jednym z najbardziej niezrozumiałych zespołów w lidze. To jest dobrze zorganizowany klub, posiadający bardzo ładny stadion i niejeden zespół z T-Mobile Ekstraklasy może im tylko tego pozazdrościć. Mimo to od kilku sezonów Cracovia wiecznie walczy o utrzymanie. Raz nawet spadła. W sezonie 2008/2009, ale ŁKS Łódź nie dopełnił wymogów licencyjnych i Pasy kuchennymi drzwiami zachowały ligowy byt. Tą sytuację doskonale zna Bartosz Ślusarski, który wówczas był już piłkarzem Cracovii. - W Krakowie co roku dochodzi do sporych zmian kadrowych i wydaje się, że klub spokojnie uplasuje się gdzieś w środku stawki. Przychodzi liga i cały czas jest tak samo, czyli walka o utrzymanie do samego końca. Ciężko wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje - zastanawia się Ślusarski.
Zapisz się do newslettera